Kilka zdjęć ze spaceru po plaży w Sopocie



Kilka zdjęć ze spaceru do gdyńskiej mariny. Poniżej na pierwszym planie łabędź krzykliwy, dalej pospolite łabędzie nieme oraz mewa śmieszka i krzyżówki. Gdyby nie „krzykliwość” tego pierwszego nawet nie zwróciłbym na niego uwagi.
Łyska i krzyżówka
Czernica i łyska
Perkoz
Niedaleko od Mechowa odwiedzić można rezerwat Darżlubskie Buki. Las pozostawiony samemu sobie pełen jest zwalonych starych drzew, podobnie mógłby wyglądać każdy, gdyby nie nasze zapotrzebowanie na papier, opał, meble itd.
Dzicze babrzysko na skraju rezerwatu.
Niesamowicie wyglądający mały grzybek przerośnięty plechą innego.
Kolejne torowisko na trasie wyprawy, tym razem zamiast rachitycznych sosen porastają je buki i świerki, pod nogami torfowce, widłaki, turzyce - jak dla mnie to miejsce również mogłoby być rezerwatem.
Na zakończenie tuż rzed Wejherowem - trop dzika.
Po lesie można się poruszać trzema sposobami – drogami, na przełaj jak wskazuje azymut, albo liniami oddziałowymi. Te ostatnie choć nie zawsze dobrze widoczne, są nierzadko sporym ułatwieniem, gdy teren jest trudny. Poniżej malowniczo wyglądający odcinek takiej linii.
Groty Mechowskie we wsi Mechowo – przyznam, że patrząc na mapę zastanawiałem się, czy zobaczę tam lisią jamę czy norę borsuka, jednak na miejscu spore zaskoczenie, wyjątkowe na Pomorzu groty, niewielkie ale ciekawe formacje, dość żeby zmieścić trzy niedźwiedzie.
Jeden z bocznych tuneli sięgający co najmniej kilkanaście metrów w głąb pagórka.
Na ścianie sklepu nad grotami spotkałem skakuna.
Choć liczyłem na rykowisko, było chyba jeszcze za wcześnie i ciepło, widziałem tylko tropy jeleni.
Kolejny dzień wyprawy to następne ciekawe miejsca. W lesie na południe od Krokowa spotkałem co najmniej kilkanaście okazałych bluszczy, owijających się wokół starych sosen. Zdjęcie nie oddaje skali, ale były naprawdę imponujące. Ciekawe, że w runie bluszczu już nie było.
Następny przystanek to rezerwat Źródliska Czarnej Wody. Las wyglądał miejscami bardzo pierwotnie poprzecinany czystymi, wartkimi strumieniami wypływającymi z bagiennych źródlisk.
Jakieś 3 kilometry dalej, nie bez trudu znalazłem głaz narzutowy Boża Stopka, skryty w kępie młodych buków, długi na około metr i kilkadziesiąt cm nie sprawiał imponującego wrażenia, niemniej miał swoją legendę o aniele, który jakoby dotknął go stopą.
Dużo ciekawiej prezentował się Diabelski Kamień oddalony o kilkaset metrów.
Torfowisko o poranku w okolicy Łuczywnego Błota.
Żurawinka między torfowcami tuż przed zjedzeniem.
Mała tęcza na pajęczynie
Kolacja z kani zmażonych na tłuszczu z konserwy w metalowym kubku.
Przed snem.
Wrzesień 2007, kilka zdjęć z pieszej wycieczki do Puszczy Darżlubskiej. Poniżej jezioro Stobór.
W miejscu pierwszego noclegu, mchy i paprocie nad strumieniem.
Strumień wypływał z źródliska kilkadziesiąt metrów dalej.